Clepardia Kraków - Jutrzenka Giebułtów 1:0 (0:0)
Dodane dnia 2011-08-21 20:38:10
Klasa Okręgowa (Kraków I), 20.08.2011
Clepardia Kraków - Jutrzenka Giebułtów 1:0 (0:0)
Michalski 65
Sędziował: Jarosław Kuźniar (Kraków)
Żółte kartki: Kowalczyk, Figiel, Wołczyk - Gumula
Widzów: 100
Clepardia: Cieślik - Gumula, Turek, Wójcik, Rębisz - Kuczaj (60 Brandys), Wojniak (90+2 Miczek), Moszumański (70 Kwiecień), Wach, Bosak - Michalski (83 Folwarski.
Jutrzenka: Krzoska - Ziółko, Gurbiel (76 Sobótka), Kroczek, Dziuba - Litewka, Stolarz, Powroźnik, Kowalczyk (61 Krzywda), Figiel (61 Skóra) - Wołczyk.
Po pierwszych 30 minutach wiele wskazywało na to, że rozpędzona drużyna beniaminka z Giebułtowa otworzy passę zwycięstw w Klasie Okręgowej tym bardziej, że tydzień temu podopieczni Jana Cyniewskiego ograli bardzo silną kadrowo ekipę Świtu. Clepardia rozpoczęła sezon od remisu w Bukownie i wyraźnie starała się na własnym stadionie o pierwszą wygraną.
Po pół godziny gry bliżsi zdobycia goli byli zdecydowanie goście. W tym okresie groźnie strzelali Wołczyk i Stolarz. Obaj próbowali głównie z dystansu. Groźnie było zwłaszcza w 30 minucie kiedy to Wołczyk kąśliwie kropnął z 18 metrów i Cieślik interweniować musiał na raty. W opałach golkiper miejscowych był też po mierzonym w okienko uderzeniu Litewki ale Cieślik nie dał się zaskoczyć. Ze strony Clepardii zagrożenie stworzyli w zasadzie tylko Wojniak i Wach ale strzał tego pierwszego zablokował obrońca, a Wach spudłował. Poza tym na boisku nie brakowało ostrych starć. Trzeszczały kości zwłaszcza w starciach Kowalczyka z gospodarzami, w efekcie kilkukrotnie potrzebna była na boisku wizyta masażystów. Ale poza twardą rywalizacją, na boisku rozkręcali się gracze Clepardii. W 40 minucie Krzoskę uderzeniem za kołnierz z rzutu wolnego zaskoczyć próbował Turek, a pięć minut później potężne uderzenie z 16 metrów ofiarnie zablokował Gurbiel i jego także czekała wizyta krótka wizyta w parterze. Końcowe fragmenty pierwszej połowy to było swoiste "pięć minut" gospodarzy. Zwieńczeniem małego oblężenia bramki gości miał być gol zdobyty w doliczonym czasie gry. Z 5 metrów główkował Kuczaj, piłka odbiła się gdzieś od słupka, od ręki bramkarza i po ogólnymi zamieszaniu gospodarze rozpoczęli radość ze zdobycia gola. Sędziowie jednak zdecydowanym gestem kazali kontynuować grę i pierwszą odsłonę zakończyła burzliwa dyskusja na temat tej olbrzymiej kontrowersji.
Dyskusyjnych sytuacji nie zabrakło też po zmianie stron. Clepardia umiejętnie neutralizowała akcje ofensywne Wołczyka i spółki zdobywając tym samym kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Zaczęły mnożyć się także okazje strzeleckie. Na pierwszy plan wyłonił się Michalski, który w 48 minucie zbyt słabą podcinką zaprzepaścił pojedynek sam na sam z Krzoską, zresztą Krzoska górą był w kolejnych dwóch pojedynkach ze snajperem Clepardii. Michalski nie załamywał się jednak i w 65 minucie też nie bez trudu ale przedarł się przez wojującego we własnej szesnastce Krzoskę. Wyśmienitym podaniem ze środkowej strefy boiska Michalskiego uruchomił Wach. Snajper miejscowych minął Krzoskę ledwie utrzymując się na nogach. Dogonił futbolówkę i skierował do pustej siatki. Trzeba uczciwie przyznać, że krakowianie solidnie zapracowali na tego gola i zdobyli go w okresie zdecydowanej przewagi na boisku. Im bliżej końca widowiska, chłopcy trenera Kroka coraz bardziej skupiali się na obronie skromnej zaliczki. Giebułtowianie przyparli rywala do ściany ale trudno było im rozerwać bardzo konsekwentnie grającą defensywę. Nie wystrzegła się ona jednak błędów, bo w 75 minucie po starciu z Rębiszem w polu karnym upadł Litewka i zdaniem zarówno gości jak i miejscowych, należał się Jutrzence rzut karny. Jedenastki jednak nie podyktowano i ekipa Cyniewskiego kontynuowała wyścig z czasem. Wygrać go w doliczonym czasie gry mógł Dziuba ale choć wpakował piłkę do siatki, to okazało się, że był na spalonym. Gorąco było też w piątej doliczonej minucie bo po dośrodkowaniu Wołczyka, swojego golkipera głową przelobował Turek i gdyby nie ofiarna interwencja Gumuli na linii bramkowej, Jutrzenka doprowadziłaby do remisu.
- Budujemy ten zespół z młodych piłkarzy już prawie trzy lata. Klub robi wszystko by spełniać oczekiwania zawodników odnośnie bazy treningowej, przygotowania do rozgrywek, a sami piłkarze udowadniają że chcą pracować, zgrywać drużynę i to naprawdę przynosi oczekiwane efekty. Dziś zagralibyśmy pewnie jeszcze lepiej ale wypadło nam ze składu dwóch kluczowych zawodników. Dawid Figlar skręcił kolano na przedostatnim sparingu, a Dominik Mączyński brał ostatnio ślub i na chwilę odpoczywa od futbolu. Co do meczu to zwycięstwo odnieśliśmy myślę w dużej mierze dzięki odpowiedniej taktyce. Nie graliśmy tu bardzo otwartej piłki ale potrafiliśmy kontrolować wydarzenia na boisku. Inaczej było co prawda przez pierwsze dwadzieścia minut meczu ale sądzę, że to efekt młodości naszych piłkarzy, którzy potrzebowali trochę czasu by wejść w mecz. W przerwie jednak wyjaśniliśmy sobie, że w Jutrzence grają tacy sami ludzie jak my i można z nimi wygrać. Inna sprawa, że mieliśmy w tej pierwszej połowie trochę szczęścia bo goście oddali dużo strzałów w światło naszej bramki ale Maciek Cieślik bronił je bez zarzutu. Nie były to co prawda strzały specjalnie groźne ale najważniejsze że nie straciliśmy bramki. Padła ona w drugiej połowie i to ona zapewniła nam, chyba w przekroju całego meczu raczej zasłużone zwycięstwo. Stało się tak choćby dlatego, że nasze sytuacje były zdecydowanie groźniejsze - opowiadał Krzysztof Krok, szkoleniowiec Clepardii, który co chwila zaznaczał, że dobra postawa zespołu to efekt długiej, mozolnej pracy całego sztabu i piłkarzy. - Pracujemy razem już niemal trzy lata i dziś mogła się podobać nasza gra choćby w obronie. Dwójka stoperów i zresztą cała linia obronna naprawdę powoli pokazuje, że wie na czym polega nasza filozofia gry. Pokazali dziś, że gdy tylko są w dobrej formie fizycznej i słuchają moich wskazówek i założeń, to potrafią się przeciwstawić teoretycznie lepszym od siebie graczom. Gdybyśmy grali cały mecz w taki sposób, jak pierwsze dwadzieścia minut, to jestem pewien, że przegralibyśmy, sztuką tak naprawdę jest bronić dostępu do własnej bramki tak, by nie dać rywalowi dojść do większej ilości sytuacji strzeleckich i samemu utrzymać się przy piłce. Dzięki temu zespół jest w stanie wyprowadzać jakieś akcje, a i defensorzy nie muszą raz po raz angażować się w grę obronną, mogą złapać trochę luzu w grze. Chciałem pochwalić cały blok defensywny ale kluczem do zwycięstwa była jednak równowaga i płynność gry wszystkich trzech formacji - analizował dogłębnie trener Clepardii. Na koniec wypowiedział się także na temat dwóch kontrowersji z tego meczu. - Rozmawiałem z ludźmi, którzy stali za bramką i oni są pewni, że futbolówka całym obwodem przekroczyła linię bramkową. Sędzia tego ponoć nie zauważył. Wydaje się więc, że powinien nam zaliczyć tego gola. Jeśli chodzi o karnego dla Jutrzenki, to tu nie mam wątpliwości. Jedenastka gościom ewidentnie się należała - stanowczo odparł Krzysztof Krok.
- My ten mecz powinniśmy wygrać w pierwszych 30 minutach. Wtedy to bramkę Cieślika ostrzeliwali Litewka, Wołczyk czy Stolarz. My rządziliśmy wówczas na boisku. Gorzej było w końcówce, w której Clepardia osiągnęła przewagę i stworzyła bardzo groźną okazję strzelecką. Po przerwie Clepardii też nie daliśmy specjalnie rozwinąć skrzydeł choć mam wątpliwości czy gol dla gospodarzy padł prawidłowo bo być może Michalski był na spalonym. Niemniej decyzję ostateczną podjął sędzia i chyba nie ma sensu się z nim spierać. Niemniej nie podyktowanie ewidentnej jedenastki za faul na Litewce nie podlega już wątpliwości. Nawet gospodarze zgodnie twierdzą, że karny nam się po prostu należał. Podsumowując cały mecz, uważam że remis byłby bardziej sprawiedliwy - ocenił Jan Cyniewski, szkoleniowiec gości. - Trochę czkawką odbijają nam się te wszystkie występy w Pucharze Starosty, Pucharze Wójta czy Pucharze Polski. Niektórzy chłopcy mają już po piętnaście meczów w nogach i brakuje im wyraźnie świeżości. Do tego dochodzi kontuzja Rysia czy braki treningowe Krzywdy oraz nieobecność Domagalskiego. To wszystko na pewno wpływa na bieżącą formę zespołu. Trzeba będzie w meczach pucharowych dać odpocząć części graczom i wstawić do składu na przykład rezerwowych i juniorów. Puchary nie są naszym priorytetem.
- Po wygranym meczu ze Świtem poczuliśmy, że jesteśmy już w miarę przygotowani do ligowej batalii. Niemniej jak to zwykle bywa, pierwsze kolejki nowego sezonu są pewną zagadką. Dlatego też czuliśmy, że tu na Clepardii wiele może się wydarzyć. Raz bo jest tu charakterystyczne, twarde boisko, ciężko gra się szybko piłką; dwa - to bardzo dobra taktycznie poukładana drużyna prowadzona przez trenera Kroka, dla którego taktyka jest bardzo ważna w futbolu. I ten mecz był faktycznie trudny. Niemniej liczyliśmy na pełną pulę. Tak się nie stało i nie załamujemy rąk. Szykujemy się więc do kolejnego pojedynku - z Sokołem Kocmyrzów. Czy grałem bardzo twardo? Taki mam styl gry. Poza tym jestem defensywnym pomocnikiem czy obrońcą i moim zadaniem jest rozbijanie ataków przeciwników, a że byli nim dziś w dużej mierze moi dobrzy znajomi i przyjaciele, to na boisku nie odgrywało większej roli. Ale fakt, w Clepardii grałem jeszcze za dzieciaka i także pod okiem trenera Kroka, także znam tu każdy kąt i niemal każdego związanego z tym klubem - rozprawiał Łukasz Kowalczyk, gracz Jutrzenki Giebułtów. - Nie można pominąć tematu kontrowersji, bo choć z całą odpowiedzialnością mogę wypowiedzieć się tylko o karnym dla Jutrzenki to jestem w tej sytuacji pewien, że jedenastka nam się należała. Rębisz dość poważnie faulował Litewkę i to od tyłu co zresztą potwierdził stojący blisko całej sytuacji trener gospodarzy. Co do gola z 45 minuty, to tu nie mogę rozstrzygnąć. Połowa ludzi twierdzi, że piłka wpadła do siatki, a pozostali temu zaprzeczają. Prawda jest taka, że powinniśmy jeszcze przed tą sytuacją zapewnić sobie zwycięstwo bo były ku temu okazje. Ten mecz układał się zresztą tak, że w przerwie ktoś powiedział w szatni, że wygra ten zespół, który strzeli pierwszy bramkę. I dokładnie tak się stało. Czy zdaniem Kowalczyka, drużyna gospodarzy wyłączyła dziś z gry czołową postać w ofensywie Jutrzenki - Łukasza Wołczyka? - Nie do końca, Łukasz bowiem jak nie strzela bramek to przy nich asystuje, nie zawsze jest bardzo widoczną postacią na boisku ale Clepardia postawiła nam naprawdę wysoko poprzeczkę, a Wołczyk starał się bardzo w ofensywie, wracał po piłkę, brał udział w konstruowaniu akcji.
artykuł: Futbol Małopolska - http://futbol.org.pl/news,24943,html




